„Antoś i jego banda” – nowe seria dla dzieci o relacjach, emocjach i nowych doświadczeniach.
Najbardziej lubię takie książki, które nie próbują być mądrzejsze od dziecka. Nie podają odpowiedzi na tacy, nie moralizują tonem dorosłego. Zamiast tego pozwalają bohaterom potknąć się, pobrudzić kolana (albo utknąć w kominie 😉 ) i, co najważniejsze, samodzielnie zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. I pewnie dlatego tak dobrze czyta się serię „Antoś i jego banda” autorstwa Łukasza Olszackiego z ilustracjami Katarzyny Kołodziej.
Na razie są dwa tomy – „Tajemnica bezgłowego szkieletora” i „Od wtorku koniec świata” – ale ja już łapię się na tym, że rezerwuję miejsce na półce na kolejne części.




Pierwsza historia zaczyna się niewinnie, jak większość dziecięcych katastrof: od drobnego kłamstwa i chwili nieuwagi. A potem domino rusza. Zdarzenia toczą się z taką logiką, jaką znają wszystkie dzieci: skoro coś może pójść nie tak, to pójdzie spektakularnie nie tak. W tym przypadku kończy się to trójką bohaterów zaklinowanych w kominie. I choć brzmi to jak początek dramatu, dostajemy raczej opowieść o przyjaźni, wsparciu i tym, jak jedno małe „nic się nie stało” potrafi urosnąć do rozmiaru całkiem sporego „Ratunku!”.






Miłość, czyli koniec świata od wtorku
Drugi tom bierze na warsztat temat jeszcze bardziej podejrzany – pierwsze zakochanie. Filip, starszy brat Antosia, zaczyna zachowywać się jak ktoś, kto właśnie odkrył, że świat nie jest już tylko boiskiem i klopsikami w sosie musztardowym. Chodzi zamyślony, nie chce grać w piłkę, unika ludzi – klasyczny przypadek „coś jest na rzeczy”.


Antoś i jego ekipa (Nata oraz Staś Salamandra) podejmują śledztwo. I jak to bywa w takich sprawach, robi się gęsto: podejrzenia, domysły, nadinterpretacje, wizje pojedynków o serce Poli, a może Kornelii? Tymczasem rozwiązanie okazuje się zaskakująco zwyczajne. Bo czasem największą odwagą nie jest planowanie akcji ratunkowej, tylko powiedzenie wprost tego, co się czuje. Nawet przy setce uczniów ze szkoły.



„Antoś i jego banda”
Myślę, że lekkość tych historii sprawia, że są tak wyśmienite. Humor nie jest tu dodatkiem – jest językiem, którym opowiada się o rzeczach poważnych. Kłamstwo nie brzmi jak wykład, tylko jak historia, która mogła przydarzyć się każdemu. Zakochanie nie jest wielką tragedią ani wielkim romansem, a raczej lekkim chaosem, w którym łatwo się zgubić.
Ilustracje Katarzyny Kołodziej są dynamiczne, dowcipne, trochę jak wizualny komentarz do tego, co dzieje się między słowami. Dzięki nim tekst oddycha i zatrzymuje uwagę.





„Antoś i jego banda” jest trochę jak rozmowa podsłuchana na szkolnym korytarzu: pełna emocji i dramatów, które po chwili okazują się całkiem oswajalne. I dlatego działa tak dobrze. Bo nie mówi dzieciom, jak mają żyć. Pokazuje im, że nawet jeśli coś wygląda jak koniec świata, to najczęściej jest to tylko wtorek.
Seria „Antoś i jego banda”: „Tajemnica bezgłowego szkieletora”, „Od wtorku koniec świata”, Łukasz Olszewski
Ilustracje: Katarzyna Kołodziej
Wydawnictwo Demart, 2026
Wiek: 6+


