7+,  8+,  9+,  Komiks,  Z humorem

„Panna Kot” – recenzja zwariowanej serii komiksów dla dzieci.

Gdyby ktoś zapytał mnie, jak wyglądałaby książka napisana przez bardzo bystre dziecko z nieograniczoną wyobraźnią, które uwielbia zagadki, absurdalny humor i totalnie nie przejmuje się tym, co wypada, wskazałabym właśnie książki z serii Panna Kot„.

Bo to jest dokładnie ten rodzaj historii, w której wszystko może się wydarzyć. Zielony krasnal wpada do biura detektywistycznego z wizją burmistrza pożartego przez kaszalota? Oczywiście. Skradziony kanarek okazuje się początkiem znacznie większej historii rodzinnej? Jak najbardziej.

A najlepsze jest to, że w tym całym szaleństwie jest metoda.

Francuski duet Jean-Luc Fromental i Joëlle Jolivet stworzył serię stylizowaną na skandynawski kryminał, która jest błyskotliwa, absurdalnie zabawna i jednocześnie zaskakująco mądra. Taką, która trafia do dziecięcej potrzeby śmiechu, przygody i odrobiny chaosu.

Detektywka, która trochę jest kotem

Tytułowa bohaterka to postać absolutnie nie do podrobienia. Panna Kot prowadzi własne biuro detektywistyczne i rozwiązuje sprawy, które trudno byłoby wymyślić nawet po bardzo kreatywnym śnie.

Jest sprytna, czujna i spostrzegawcza. Zupełnie jak kot. Zresztą wygląda trochę jak kot, zachowuje się momentami jak kot i zdecydowanie ma w sobie ten koci niezależny charakter. Ale jednocześnie jest też trochę chaotyczna, czasem naiwna, lubi zabawę i ma w sobie ogrom uroku. Polubiłam ją od pierwszej strony.

„Sprawa skrzata bez czapki”

W tomie, „Sprawa skrzata bez czapki”, do biura Panny Kot trafia zielony krasnal z dość niepokojącą wiadomością: burmistrzowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Miasto ma zostać zalane, a samego burmistrza ma połknąć gigantyczny kaszalot. Brzmi kompletnie absurdalnie? Oczywiście. I właśnie dlatego jest tak świetnie.

Ta historia prowadzi czytelnika przez szalone tropy, niespodziewane zwroty akcji i podejrzane miejsca.

„Sprawa kanarka”

Z kolei „Sprawa Kanarka” ma nieco bardziej osobisty charakter. Zaczyna się od zniknięcia ukochanego ptaszka starszego pana, ale bardzo szybko okazuje się, że pod tą historią kryje się coś więcej. Rodzinne napięcia, dawne żale, niespełnione marzenia i odrobina czegoś niemal baśniowego.

Nadal jest lekko, zabawnie i momentami kompletnie odjechanie – ale pojawi się nieco więcej emocji.

I chyba właśnie to najbardziej mnie w tej serii ujęło. Bo „Panna Kot” nie jest tylko zabawnym komiksem. To książki, które pod warstwą humoru przemycają naprawdę wartościowe treści. O byciu sobą. O tym, że nie trzeba się zmieniać, żeby zasłużyć na akceptację. Też o rodzinnych relacjach. O uważności wobec innych – ludzi i zwierząt.

To wszystko podane jest tu jakby przy okazji, naturalnie i swobodnie. Takie podejście jest bardzo cenne.

Idealne dla dzieci, które „nie lubią czytać” albo dopiero się uczą

Forma też robi swoje. To komiksy, ale nie tylko, bo pojawiają się tu także fragmenty bardziej klasycznego tekstu, więc dziecko płynnie przechodzi między obrazem a czytaniem. To świetny most dla młodych czytelników, którzy jeszcze nie dowierzają, że książki są takie super, jak wszyscy mówią 😉

A jeśli są dla dzieci, które już lubią czytać? Tym lepiej. Bo ta seria naprawdę ma w sobie magnetyzm, który sprawia, że chce się jeszcze jednego rozdziału. Jeszcze jednej sprawy. Jeszcze jednej dziwacznej zagadki.

Myślę, że to fantastyczna propozycja dla dzieci w wieku około 7-8 lat. Zwłaszcza tych, które kochają humor, zagadki, nietypowych bohaterów i historie oderwane od codzienności.

Ja podczas czytania miałam wrażenie, jakby tę serię wymyśliło wyjątkowo błyskotliwe dziecko z nieograniczoną wyobraźnią i talentem do łączenia najbardziej nieprawdopodobnych faktów. I to jest komplement najwyższej próby.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *