6+,  7+,  8+,  9+,  Edukacyjne,  O ekologii,  O przyrodzie

„Antarktyda. Wyprawa na kraniec świata” – książka popularnonaukowa, która otwiera głowy

„Antarktyda. Wyprawa na kraniec świata” robi przeciąg w głowie. Wpuszcza zimne, czyste powietrze znad bieguna południowego i nagle zaczyna się myśleć śmielej. O świecie. O sobie. I o tym, jak bardzo da się wyjść poza to, co znane, wygodne, przewijane kciukiem.

Oczywiście, to książka o Antarktydzie. O drodze na biegun południowy, o przygotowaniach, sprzęcie, zagrożeniach i zachwytach, o zimnie, które nie pyta, a wdziera się, jak tylko znajdzie jakąś szczelinę. Mateusz Waligóra – podróżnik, zdobywca bieguna południowego – prowadzi nas przez lodowy kontynent z reporterską uważnością i podróżniczą pasją. Pokazuje, jak wygląda taka wyprawa od kuchni (a raczej od kuchenki firmy Primus), czego można się spodziewać, a co i tak zaskoczy. Ale byłoby grubym nieporozumieniem sprowadzić tę książkę wyłącznie do faktów, map i ciekawostek.

Biegun, który otwiera głowy

Najważniejsze dzieje się tu pomiędzy zdaniami. Narratorem jest Mateusz Waligóra i to on zwraca się bezpośrednio do dzieci – bez mentorskiego tonu, bez zadęcia, za to z ogromnym wyczuciem ich świata. Mówi językiem, który zna realia najmłodszych: ich zmęczenie ekranami, ich rozproszenie, ich marzenia większe niż metraż pokoju. Opowiada o Antarktydzie ze swojej perspektywy, ale robi to tak, jakby siedział naprzeciwko młodego czytelnika przy kuchennym stole i mówił: „Słuchaj, da się. Naprawdę się da”.

I pisze nie tylko o lodzie. Pisze o sobie. O pasji do podróżowania, o drodze, która do niej doprowadziła, o pracy, konsekwencji i błędach. O tym, że marzenia nie są sprintem, tylko długim marszem na nartach, często pod wiatr. Zatrzymuje się przy temacie uzależnienia od telefonu i social mediów, przyznaje się do własnych słabości i pokazuje, że ucieczką nie musi być kolejna aplikacja, ale wyprawa – nawet ta najbliższa, za róg codzienności.

„Antarktyda” inspiruje

To książka, która inspiruje. Taka, po której ma się ochotę spakować plecak – niekoniecznie na Antarktydę (choć kto wie?), ale gdziekolwiek przed siebie. Jest pochwałą natury i jej piękna, ale też ostrzeżeniem. Autor mówi o ekologii bez moralizowania, za to z perspektywy kogoś, kto widzi topniejące lodowce na własne oczy. Pokazuje, jak bardzo nasze decyzje odbijają się echem na końcu świata.

To także świetnie skonstruowana opowieść edukacyjna. Przyroda, geografia, historia, technologia, nauka – wszystko jest tu ważne i wszystko się zazębia. Książka odpowiada na pytania, które dzieci (i dorośli) naprawdę zadają: czy na Antarktydzie jest życie, jak gruby jest lód, kiedy panuje dzień, a kiedy noc, dlaczego jest tam tak zimno, jakie zwierzęta tam mieszkają, kto pierwszy zdobył biegun, jak podróżnicy kontaktują się z bliskimi, gdzie śpią, co jedzą i… gdzie robią siku. Bez skrępowania, bez omijania tematów, z szacunkiem dla ciekawości.

Książka o marzeniach

Dla mnie to jednak przede wszystkim książka o marzeniach. O odpowiedzialności, skupieniu, pracowitości i organizacji. O popełnianiu błędów i wyciąganiu wniosków. A także o tym, że pasja to nie tylko błysk w oku, ale też codzienna robota. Czyta się ją z kamienną twarzą tylko przez chwilę, potem pojawia się uśmiech, zdziwienie i to osobliwe uczucie, jakbyśmy naprawdę szli obok autora na nartach, w ciszy białych przestrzeni.

Nie mogłabym nie wspomnieć o stronie wizualnej. Ilustracje Joanny Czaplewskiej są jak ciepły oddech pomiędzy mroźnymi akapitami. Dopełniają tekst, budują nastrój, pomagają wyobraźni pracować na pełnych obrotach. Duży format, twarda oprawa, gruby, matowy papier – pięknie wydanie, idealne na prezent.

„Antarktyda. Wyprawa na kraniec świata” to książka, która może być pierwszym ziarnkiem. Tym, z którego wyrośnie pasja, ciekawość świata, odwaga, by wyjść poza utarte ścieżki. I nawet jeśli nigdy nie dotrzemy na biegun południowy, to po tej lekturze trudno nie ruszyć choćby o krok dalej niż wczoraj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *