„Cafe Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia” – książka, którą Twoje dziecko pokocha od pierwszych stron.
„Cafe Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia” przypomniała mi, jakich książek najczęściej potrzebują dzieci – szczególnie dziewczynki – gdzieś od dziewiątego roku życia. Szukają historii bliskich ich codzienności. Takich, w których szkoła, przyjaźnie, rodzinne zamieszanie i małe-wielkie dramaty mieszają się w jedną, dobrze znaną im rzeczywistość. I dokładnie to tutaj dostają.


Codzienność, która wciąga bardziej niż przygoda
Poznajemy Hope, jedenastoletnią dziewczynkę, która mieszka… w kawiarni. A właściwie nad kawiarnią „Pod Kruszonką”, którą prowadzą jej rodzice. To nie jest jednak tylko tło wydarzeń, ale centrum życia całej rodziny. Kredyt, pomysły na promocję, nowe wypieki, zebrania kryzysowe – wszystko kręci się wokół tego miejsca. Hope nie stoi z boku. Ona w tym uczestniczy, podgląda, podpowiada, nasiąka tym światem jak biszkopt kawą.


I to jest w tej książce bardzo uczciwe wobec dzieci. Bo przecież one naprawdę widzą więcej, niż nam się wydaje. Słyszą rozmowy, łapią napięcia, sklejają fakty. Tutaj nie ma udawania, że „dorośli mają swoje sprawy”, bo te światy się przenikają.
A równolegle dzieje się szkoła. Nowa klasa, nowe układy, stare wrogości. Jest przyjaciółka – ta od odwagi, luzu i wzruszania ramionami tam, gdzie inni się spinają. Jest też przeciwniczka, Skyla, która jak to bywa, bardziej niż złośliwa, jest po prostu bardzo głodna uwagi. I kiedy zmieniają się zasady gry (bo w tej szkole nie imponuje się już bogactwem), zaczyna grać ostro. Kosztem Hope.

Między „rodzina zawsze na pierwszym miejscu” a „a gdzie w tym ja?”
Bardzo podoba mi się to, co ta historia robi z hasłem, które wielu z nas zna aż za dobrze: rodzina jest najważniejsza. W teorii brzmi pięknie, ale w praktyce bywa przecież różnie. Bo co, jeśli w tym wszystkim ktoś zaczyna znikać? Na przykład dziecko, które próbuje powiedzieć mamie, że w szkole dzieje się coś trudnego, ale co chwilę ktoś zamawia cappuccino i rozmowa się urywa.
Hope przez moment zostaje z tym sama. I to jest ten cichy, niewygodny fragment książki, który, mam wrażenie, powinien wybrzmieć także u nas, dorosłych.



Na szczęście to nie jest opowieść o bezradności. To jest opowieść o szukaniu rozwiązań, o przyjaźni, o tym, że dzieci potrafią być zaskakująco sprawcze. A kiedy dorośli w końcu się zatrzymują i naprawdę słuchają, to również potrafią wyciągać wnioski.
Bardzo mocno zostaje ze mną myśl, która tu wybrzmiewa: najpierw zadbaj o siebie, a potem bądź dla innych. Bo tylko wtedy naprawdę jesteśmy częścią czegoś, a nie tylko dodatkiem.
I jeszcze ta rodzina, trochę jak rozsypane puzzle, które co jakiś czas ktoś próbuje ułożyć. Babcia z ciętym językiem i sercem na właściwym miejscu, kuzyn Cooper z własnym bagażem, trochę zagubiony, szukający swojego miejsca. I ciotka, która wraca z duchowej podróży, pachnąca kadzidłem i wolnością, a przy tym, ku zaskoczeniu wszystkich, całkiem trzeźwo patrząca na biznes.


„Cafe Chaos” daje dziecku czytelniczy oddech
Jestem przekonana, że ta książka świetnie wpisze się w potrzeby dzieci w wieku 9–10 lat, które chcą się przejrzeć w bohaterach. Nie w superbohaterach. W zwykłych dzieciach z lekko potarganym życiem. Widzę to bardzo wyraźnie po swojej córce, którą interesują właśnie takie historie. O rówieśnikach, o codzienności, o sprawach, które wydają się małe, a są ogromne. Tam siebie odnajduje.
Do tego ta książka jest po prostu świetnie podana. Duża, czytelna czcionka, wyróżnienia w tekście, drobne ilustracje na każdej stronie. Wszystko to ułatwia czytanie i sprawia, że dziecko chętniej doczytuje do końca z poczuciem sukcesu, a to jest paliwo na kolejne tytuły.
A my, rodzice? Możemy przy okazji zajrzeć między wiersze i sprawdzić, czy w naszym domu ktoś przypadkiem nie próbuje nam czegoś powiedzieć między jednym „poproszę latte” a drugim.
„Cafe Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia”. Catherine Wilkins
Ilustracje: Katie Abey
Wydawnictwo Wilga, 2026
Wiek: 9+


