3+,  4+,  5+,  6+,  O przyjaźni i relacjach

„Tolek i Ciociulka” – książka o wyjątkowej relacji dziecka z ciocią.

Literatura dziecięca ma swoich stałych bywalców. Mama jest. Tata jest. Babcia jest obowiązkowo, najlepiej z szarlotką. Dziadek też się pojawi, zwykle z narzędziami albo historią z dawnych czasów. A ciocia? Ciocia najczęściej przemknie gdzieś bokiem, pomacha ręką i zniknie za kulisami.

A przecież każdy zna taką ciocię, która dla dziecka jest kimś znacznie więcej niż tylko krewną z rodzinnego drzewa genealogicznego albo koleżanką mamy. Kimś pomiędzy przyjaciółką, wspólniczką w szalonych pomysłach i osobą, której można powiedzieć rzeczy, których czasem nie mówi się nawet rodzicom.

Książka o pięknej relacji z ulubioną ciocią

Właśnie dlatego „Tolek i Ciociulka” Moniki Korobowicz tak bardzo mnie ujęła. Bo zamiast kolejnej historii o relacji dziecka z mamą czy tatą dostajemy opowieść o duecie, który od pierwszej strony kradnie całe show.

Ciocia Ula, zwana Ciociulką, wygląda zresztą jak ktoś, kto show kradnie regularnie. Ma włosy w kolorze gumy balonowej, kolczyk w nosie w kształcie gwiazdki i na szczęście z Tolkiem kieruje się głównie zasadą dobrej zabawy.

Co piątek odbiera chłopca ze przedszkola i zaczyna się ich wspólny czas. Wygłupy. Szaleństwa. Rurki z kremem. Takie zwyczajne-niezwyczajne chwile, które dla dziecka urastają do rangi najważniejszego punktu tygodnia. I trudno się Tolkowi dziwić. Rodzice są fajni, jasne. Ale tata bawi się na placu zabaw po tatowemu. A Ciociulka? Ciociulka najwyraźniej wciąż pamięta, jak to jest mieć pięć lat.

Emocje, ciepło i bliskość

I wtedy wydarza się coś, co mogłoby wywrócić ten idealny świat do góry nogami. Ciocia jest w ciąży. I jeszcze wygląda na zadowoloną z tego faktu. A Tolek? Już niekoniecznie. Bo jeśli ciocia będzie miała własne dziecko, to co z nim? Co z piątkami? Co z ich wygłupami? I co z całą tą wyjątkową relacją, która do tej pory należała tylko do nich?

I właśnie tutaj książka trafia w punkt. Nie każe Tolkowi natychmiast cieszyć się szczęściem innych. Pozwala mu być dzieckiem. Trochę zazdrosnym. Trochę smutnym. A też trochę przestraszonym.

To są emocje, które wielu dorosłych doskonale zna, choć nie zawsze chce się do nich przyznać.

Ogromnie pomagają w tym ilustracje Pauliny Radziejewskiej. One wręcz kipią emocjami. Są kolorowe, dynamiczne, pełne ruchu i dziecięcej energii. Wystarczy spojrzeć na minę Tolka, żeby wiedzieć, co właśnie dzieje się w jego głowie. To jeden z tych picturebooków, w których obraz nie ilustruje tekstu. Obraz opowiada historię razem z nim.

Na szczęście Ciociulka okazuje się równie mądra, jak zwariowana. Nie zbywa obaw Tolka. Nie mówi mu, żeby „nie przesadzał”. Zamiast tego pomaga mu zrozumieć, że nowy kuzyn nie zabierze mu cioci. Co najwyżej dołoży do drużyny kolejnego zawodnika. Takiego, z którym za kilka lat będzie można pokopać piłkę albo wspólnie rozrabiać.

„Tolek i Ciociulka” to książka, z której aż wylewa się beztroska dzieciństwa. Pachnie piątkowymi popołudniami, śmiechem, placem zabaw i poczuciem, że jest na świecie ktoś, kto zawsze znajdzie dla nas czas.

Świetna książka dla dzieci w wieku przedszkolnym

Bardzo się cieszę, że ta książka powstała. Także dlatego, że przypomina o relacji, która bywa w życiu dzieci naprawdę wyjątkowa. Czasem to właśnie ciocia jest tą osobą, której dziecko zwierza się z sekretów, pierwszych problemów czy małych dramatów. Kimś, kto jest blisko, ale jednak trochę obok rodzicielskiego świata.

„Tolek i Ciociulka” to świetna propozycja już dla trzylatków. Tekstu jest niewiele, ilustracji mnóstwo, a historia jest prosta, ale trafiająca prosto w emocje. No i umówmy się — trudno nie polubić bohaterki z włosami w kolorze gumy balonowej.

Mam szczerą nadzieję, że Monika Korobowicz nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Bo z takimi bohaterami naprawdę chciałoby się spędzić jeszcze niejeden piątek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *