Dla nastolatków,  Dla rodziców

„Damy radę! Przetrwanie mamy w genach’

Zaczynam czytać „Damy radę. Przetrwanie mamy w genach” i dokładnie w tym momencie gaśnie światło w moim mieszkaniu. Planowane wyłączenie prądu, zapowiadane wcześniej, a jednak jak zwykle zepchnięte na dalszy plan. Telefon na pięciu procentach, herbata, o której myślałam od dobrych dziesięciu minut, nigdy nie została zaparzona, internet zniknął razem z prądem. Zostałam ja, cisza i książka Piotra Czuryły i Piotra Pieczki. I muszę przyznać, że trudno o lepszy kontekst do lektury tej właśnie pozycji.

„Damy radę” to książka, która bardzo szybko sprowadza na ziemię. Nie straszy, nie krzyczy, nie każe pakować plecaka i czekać pod drzwiami. Zamiast tego przypomina, że nie wszystko da się przewidzieć, ale na wiele rzeczy da się przygotować. Autorzy prowadzą czytelnika przez własne historie, doświadczenia i codzienne sytuacje, mocno osadzone w polskiej rzeczywistości, pokazując, jak bardzo ukształtowało nas miejsce, czas i to, co przeżyli nasi przodkowie. To opowieść o przetrwaniu, ale rozumianym szerzej niż tylko fizyczna siła. Przetrwanie to także zaradność, opieka, troska, gotowość do działania mimo zmęczenia i strachu, elastyczność, umiejętność dostosowania się. I nieprzypadkowo tak często w tej książce wracają kobiety, babki, prababki, te, które potrafiły zorganizować życie w warunkach dalekich od komfortowych i które ten gen przetrwania przekazały dalej.

Spokój, myślenie, plan

Już na początku autorzy podkreślają coś, co wybrzmiewa później wielokrotnie, spokój ratuje życie. Pojawia się reguła STOP, czyli zatrzymaj się, pomyśl, obserwuj, zaplanuj. Proste, a jednocześnie bardzo trudne w sytuacjach stresowych. Do tego dochodzi zasada wiedzieć, umieć, mieć, która dla mnie, jako rodzica, wybrzmiała szczególnie mocno. To nie jest tylko książka o tym, co spakować do plecaka ewakuacyjnego, ale też o tym, jak przygotować dzieci do samodzielności i zaradności. Jak nauczyć je, gdzie co się znajduje, jak reagować, jak zadbać o siebie i innych, jak weryfikować informacje i przede wszystkim jak nie wpadać w panikę.

„Damy radę” zachęca do rodzinnych rozmów, do wspólnego zastanowienia się, czy my jako rodzina wiemy, co zrobić w sytuacji zagrożenia. I tych zagrożeń autorzy nie ograniczają do jednego scenariusza. Oczywiście wojna pojawia się w tle, bo trudno dziś udawać, że jej nie ma, ale obok niej są powodzie, pożary, awarie energetyczne, cyberataki, zagrożenia terrorystyczne. Kluczowe nie jest to, czego się boimy, ale to, co o danym zagrożeniu wiemy i jak jesteśmy na nie przygotowani.

Przetrwanie to także relacje

W książce są checklisty, przejrzyste rozdziały, jasny podział treści, dzięki czemu nie mamy wrażenia czytania ciężkiego eseju, lecz raczej praktycznego poradnika, do którego można wracać. Wszystko podane w lekkim tonie, momentami z humorem, okraszone anegdotami i rodzinnymi historiami autorów, które nadają tej książce autentyczności.

Ale „Damy radę!” mówi też o czymś, co często umyka w poradnikach przetrwania – o relacjach. O tym, jak ważne są dobre więzi w rodzinie, uważność na sąsiadów, współpraca zamiast samotnego bohaterstwa. O tym, że bezpieczeństwo zaczyna się od nas samych, ale nie kończy się na nas. Że w sytuacjach kryzysowych liczą się także inni ludzie i zwierzęta, które również potrzebują opieki i uwagi.

To książka o mądrym, spokojnym podejściu do życia, dalekim od myślenia, że złe rzeczy zawsze dzieją się gdzieś indziej. Bo nigdy nie wiemy, w jakim momencie i w jakim miejscu przyjdzie nam się sprawdzić. Dlatego warto mieć tę książkę pod ręką, przeczytać ją samemu, a potem wrócić do niej z dziećmi. Mnie dała wyraźny impuls do działania. Zaczynam od pakowania plecaków, od rozmów, od przyglądania się temu, jak radziły sobie nasze babcie, gdy prądu nie było przez długie godziny, a czasem dni. To solidna, potrzebna wiedza. Oby nigdy nie musiała się przydać, ale lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *