Czy konie da się lubić? Natasza Socha – piękna opowieść o wakacjach, przyjaźni i zwolnieniu tempa
Nie każda bohaterka dziecięcej książki od razu zdobywa sympatię czytelnika. Lena zdecydowanie nie jest wzorową uczennicą ani grzeczną dziewczynką, która zawsze postępuje właściwie. I właśnie dlatego tak dobrze się o niej czyta. W „Czy konie da się lubić?” Natasza Socha stworzyła postać pełną energii, pomysłów i dziecięcej przekory, której wakacje zmienią się w coś znacznie więcej niż tylko letni wyjazd.
Dwunastoletnia Lena kończy rok szkolny z przytupem. Po jednym ze swoich niezbyt rozsądnych pomysłów trafia na dwa miesiące do ciotki Zuzy mieszkającej na wsi. Dla dziewczynki przyzwyczajonej do miejskiego życia nie brzmi to jak wymarzone wakacje. Nie ma tu galerii handlowych, nie ma wielu rozrywek, nie ma nawet zasięgu. Jest za to natura, codzienne obowiązki i koń Hector, którym Lena ma się zajmować przez całe lato.

Wakacje, które zmieniają wszystko
Początkowo Lena nie jest zachwycona swoim zadaniem. Konie zupełnie jej nie interesują. Nie ma ochoty ich czyścić, sprzątać po nich ani poświęcać im czasu. Hector zresztą również nie sprawia wrażenia szczególnie zainteresowanego nową opiekunką.
To właśnie relacja między tą dwójką jest jednym z najmocniejszych punktów książki. Natasza Socha pozwala jej rozwijać się powoli i bardzo naturalnie. Nie ma tu nagłej przyjaźni ani spektakularnych zwrotów akcji. Jest codzienność, wzajemne poznawanie się i budowanie zaufania krok po kroku. Dzięki temu ich więź wydaje się naprawdę autentyczna.
Są też przygody. Lena jak to Lena, nadal ma talent do pakowania się w różne tarapaty. Są nowe zakamarki do odkrycia, sąsiedzi do poznania i zaginiony pies, którego trzeba odnaleźć. Jednak mam wrażenie, że największa przygoda rozgrywa się wewnątrz samej bohaterki.




O rzeczach, które są naprawdę ważne
Może Cię zaskoczę, ale to, co najbardziej ujęło mnie w tej książce, nie było związane ani z końmi, ani nawet z wakacyjnymi przygodami. Najbardziej zapamiętam momenty spędzone przez Lenę i ciotkę Zuzę. Ich rozmowy, wspólne chwile i ten niezwykły spokój, który unosi się nad całą historią.
Szczególnie lubię sceny z ciocią Zuzą i jej wartościowe refleksje, które jednak nie są nadęte czy nachalne.
„Dobrze jest sobie różne rzeczy poukładać w głowie Kiedy się nudzimy, myśli wychodzą ze swoich kryjówek”.
„I jeszcze ważne są spacery. (…) Takie bez celu. Bez „dokąd” i „po co”. Idziesz, bo droga cię prowadzi. I czasem trafiasz w miejsca, o których nie wiedziałaś, że istnieją. Albo wracasz z czymś nowym w środku”.
Nie ma pośpiechu, dramatów ani wielkich wydarzeń. Jest za to uważność, obecność i poczucie, że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. To właśnie te fragmenty sprawiły, że zatrzymywałam się na chwilę i miałam ochotę zostać w tej opowieści trochę dłużej.
Ciotka Zuza pokazuje Lenie, że szczęście nie zawsze kryje się w nowych atrakcjach, ekranach i ciągłym działaniu. Czasem można je odnaleźć w ciszy, w rozmowie, w patrzeniu na gwiazdy albo w zwykłym spacerze po okolicy. I choć brzmi to bardzo prosto, Natasza Socha potrafi opowiedzieć o tym w sposób lekki i bliski młodemu czytelnikowi.




„Czy konie da się lubić?” to książka o przyjaźni, relacjach i odkrywaniu świata poza ekranem telefonu. O wakacjach, które zmieniają perspektywę. O naturze, która pozwala złapać oddech. A przede wszystkim o tym, że czasem wystarczy zwolnić, żeby dostrzec to, co naprawdę ważne.
To idealna lektura na lato dla dzieci od dziewiątego roku życia. Ciepła, mądra, pełna przygód i bohaterów, z którymi naprawdę chce się spędzić wakacje. A ja już wiem, że chętnie sięgnę po kolejne tomy serii „Lena i Hektor”.

„Czy konie da się lubić?”, I tom serii „Lena i Hector”, Natasza Socha
Ilustracje: Justyna Hołubowska-Chrząszczak
Wydawnictwo Dwukropek, 2026
Wiek: 9+


