„Lidka. Kupa to kupa” – recenzja książki dla dzieci o kupię i wypróżnianiu
Przez moje ręce przewinęło się już naprawdę sporo książek o kupie. I serio – wydawało mi się, że w tym temacie widziałam już wszystko. Kupa z oczkami? Była. Kupa jako główny bohater? Oczywiście. Kupa, z której robi się największy żart świata? Też odhaczona. Mam wrażenie, że autorzy często wychodzą z założenia, że skoro temat jest dla dzieci zabawny, to trzeba go jeszcze bardziej podkręcić.
A potem trafiłam na „Lidka. Kupa to kupa”. I to jest zupełnie inna historia.

Tutaj nikt nie próbuje na siłę rozbawić dziecka. Nikt nie robi cyrku z czegoś, co przecież jest jedną z najbardziej naturalnych czynności na świecie. Ta książka siada obok małego człowieka i mówi: „Słuchaj, kupa to kupa. To nic strasznego. Pogadajmy o tym”. I właśnie tym (kup)iła mnie od pierwszych stron.
Poznajemy Lidkę, która nie przepada za robieniem kupy. Nocnik nie jest jej najlepszym kumplem, a załatwianie się poza domem to już w ogóle temat trudny. Jeśli Twoje dziecko wstrzymuje kupę, ucieka z nocnika, mówi „nie chce”, choć ewidentnie chce, albo stresuje się każdym wyjściem z domu, to podejrzewam, że ta historia zabrzmi bardzo znajomo.


To książka nie tylko o kupie
Ale tak naprawdę ta książka nie jest tylko o kupie. To książka o tym, jak rozmawiać z dzieckiem wtedy, kiedy coś jest dla niego trudne.
Najbardziej ujęła mnie jednak mama Lidki. Nie dlatego, że ma gotowe rozwiązanie na wszystko. Właśnie przeciwnie. Ona po prostu jest obok. Nie pospiesza córki, nie wpada w złość, nie robi z kupy problemu większego, niż jest w rzeczywistości. Kiedy coś nie wychodzi, nie zawstydza i nie wywiera presji. Spokojnie tłumaczy, wspiera i daje dziecku czas. A to, mam wrażenie, bywa dużo trudniejsze niż znalezienie jakiejś magicznej metody. Po prostu jest obok.
Nawet kiedy kupa ląduje w majtkach, nie robi z tego dramatu. I pomyślałam sobie, że właśnie takiego spokoju życzyłabym każdemu rodzicowi. Bo dzieci naprawdę nie potrzebują kolejnej osoby, która będzie się denerwować. Potrzebują kogoś, kto pomoże im przejść przez trudny moment.
Przy okazji autorka przekazuje mnóstwo wiedzy. Czytelnik dowiaduje się, jak odczytywać sygnały wysyłane przez ciało, skąd wiadomo, że czas iść do toalety, jak prawidłowo się podetrzeć, dlaczego warto myć ręce i co właściwie dzieje się w naszym brzuchu. Wszystko jest proste, konkretne i bardzo naturalne.
Ogromnie spodobała mi się też rozkładówka pokazująca, co dzieje się z kupą po spłukaniu toalety. Prędzej czy później większość dzieci zaczyna się nad tym zastanawiać. Dokąd ona płynie? Co się z nią dzieje? Tutaj dostają odpowiedź, która naprawdę potrafi zaciekawić. Jestem pewna, że wielu małych odkrywców będzie do tej rozkładówki wracało nie raz.



Kartonówka, do której będziesz wracać
Bardzo doceniam też to, że książka nie zatrzymuje się wyłącznie na biologii. Jest tu miejsce na emocje. A przecież one często odgrywają w całej tej historii główną rolę. Stres. Wstyd. Frustracja. Niepewność. Czasem nawet lęk. Dziecko dostaje jasny komunikat, że wszystkie te uczucia są normalne. Że nie ma się czego wstydzić. I że nie jest z nimi samo.
Widać również, że konsultacja z psycholożką Natalią Ploch-Bernier nie jest tylko nazwiskiem dopisanym na okładce. Czuć ją właściwie na każdej stronie. Ta książka jest przemyślana, spokojna i bardzo uważna na dziecięce emocje.
I jeszcze jedno – to kartonówka. A to oznacza, że spokojnie przetrwa wiele wspólnych czytań, przeglądania, noszenia pod pachą i wracania do ulubionych stron. Bo mam poczucie, że to nie jest książka na raz. To jedna z tych, do których dobrze jest wracać wtedy, kiedy pojawiają się kolejne pytania.



Ja chyba najbardziej polecałabym ją jeszcze przed odpieluchowaniem. Nie wtedy, kiedy wszyscy są już zestresowani, a nocnik stoi w salonie i przypomina o sobie co pięć minut. Tylko wcześniej. Na spokojnie. Żeby oswoić temat, pogadać o tym, jak działa nasze ciało i pokazać dziecku, że robienie kupy to po prostu część codzienności.
Bez zawstydzania. Bez presji. I bez udawania, że kupa jest najśmieszniejszą rzeczą na świecie.
I chyba właśnie za tę zwyczajność polubiłam „Lidkę. Kupa to kupa” najbardziej. Bo czasem naprawdę nie trzeba fajerwerków. Wystarczy mądrze, spokojnie i z szacunkiem potraktować małego czytelnika.
„Lidka. Kupa to kupa”, Monika Stokłosa
Ilustracje: Joanna Romańska
Wiek: 2+


