„Basia i prezenty”, „Basia. Bajki na dobranoc” – recenzja nowości
Jeśli miałabym wskazać serię książek, która jest absolutnie, bez dwóch zdań, najważniejszą serią dla mojej córki, to byłaby to właśnie Basia. Nasza ukochana, rodzinna seria, która towarzyszyła nam właściwie od samego początku. I choć moja Basia już trochę podrosła, to ta książkowa wciąż ma u nas swoje specjalne miejsce. I chyba nic już tego nie zmieni.



Za co tak bardzo ją lubię? Za naturalność, autentyczność, za humor, który nie jest wymuszony, i za bohaterkę, która ma charakterek, własne zdanie i nie zamierza go ukrywać. Basia jest po prostu dzieckiem. Takim, jakie znamy z własnych domów. Z całą masą obserwacji, komentarzy, pomysłów i pytań, które potrafią dorosłego rozbroić, zaskoczyć, a czasem wprawić w lekkie osłupienie. I właśnie dlatego te historie tak dobrze się czyta. Bo nie ma tu sztuczności, przesadnego lukru ani dzieci idealnych, które zawsze wiedzą, jak należy się zachować.
Dlatego też za każdym razem, kiedy pojawia się nowy tom, od razu mam ochotę Wam o nim opowiedzieć. A tym razem mamy aż dwie nowości! „Basia i prezenty” oraz „Basia. Bajki na dobranoc”. Dwie zupełnie różne książki, ale obie bardzo basiowe.
Basia i prezenty – czy każdy lubi dostawać prezenty?
Niby proste pytanie, a odpowiedź wcale nie musi być taka oczywista.
„Basia i prezenty” to książka, która trafia do nas w idealnym momencie. Przed nami mikołajki, święta, pewnie po drodze jakieś urodziny, może imieniny. Okazji do wręczania prezentów nie brakuje, a wraz z nimi pojawiają się odwieczne dylematy: co kupić, co wybrać, czy się spodoba, czy trafi w gust?
Właśnie wokół tego wszystkiego kręci się najnowsza opowieść o Basi. I nie chodzi tu wyłącznie o prezenty jako takie. Chodzi przede wszystkim o to, jak różnie możemy na nie patrzeć.
Bo czy wszyscy lubią dostawać prezenty? Czy każdy cieszy się z niespodzianki? A może ktoś zdecydowanie bardziej lubi obdarowywać innych niż samemu być obdarowywanym? I co właściwie sprawia, że prezent jest trafiony?



Basia odkrywa, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Bo prezent wcale nie musi być czymś kupionym w sklepie, zapakowanym w błyszczący papier i przewiązanym kokardą (ale też może!). Można przecież zrobić coś samodzielnie, coś wyszydełkować, przygotować przedstawienie, teatrzyk albo podarować komuś wspólne doświadczenie. Coś, czego nie da się postawić na półce, ale co zostanie w pamięci na długo.
Oczywiście nie zabrakło tu również tych charakterystycznych basiowych obserwacji, komentarzy i dziecięcej logiki, która bywa zaskakująco celna. Bo Basia potrafi spojrzeć na sprawy zupełnie inaczej niż dorośli.
To bardzo przyjemna i zabawna opowieść o obdarowywaniu, oczekiwaniach, różnych upodobaniach i o tym, że najlepszy prezent wcale nie musi być największy, najdroższy ani najbardziej wymyślny. Trzeba tylko pomyśleć o tym, komu chcemy go podarować.

Basia. Bajki na dobranoc – niezwykłe opowieści do czytania przed snem
A teraz coś zupełnie innego. „Basia. Bajki na dobranoc” to pełen fantazji zbiór krótkich opowieści, który aż się prosi, żeby położyć go na stoliku przy dziecięcym łóżku. I zacznę od pewnego drobiazgu, który wcale nie jest taki drobny. Okładka świeci w ciemności! Niby bajer, niby szczegół, ale robi wrażenie i wprowadza w wieczorny klimat.
To nie jest zwyczajny zbiór bajek. Opowieści zostały podzielone na rozdziały według tego, kto je opowiada. Mamy więc bajki Basi, bajki taty, mamy, Franka, babci i dziadka. Każdy z bohaterów ma własny sposób snucia historii, własne pomysły i własną wyobraźnię.






I rzeczywiście, dzieje się tu sporo. Są smoki, jest rycerz, jest sen, który za nic nie chciał przyjść, pociąg, który zjechał na boczny tor, szara mgła, paluszki zaplątane w nitkę i dwa kotki. Historie bywają zabawne, dziwaczne, zaskakujące, czasem zupełnie odjechane. Takie, jakie potrafią powstawać w głowie, kiedy wyobraźnia dostaje wolną rękę i nikt jej nie mówi, że coś jest niemożliwe.
I właśnie to jest w tym zbiorze najpiękniejsze. Ta różnorodność, swoboda i lekkość. Nie trzeba wielkich przygód, skomplikowanych fabuł ani spektakularnych zakończeń. Czasem wystarczy drobny pomysł, odrobina absurdu i kilka zdań, które przeniosą dziecko do zupełnie innego świata.
Krótkie opowiadania świetnie sprawdzą się podczas wieczornego czytania. Można przeczytać jedną bajkę, można dwie, a można też urządzić sobie prawdziwy maraton opowieści.
Bardzo podoba mi się też sam pomysł, żeby pokazać dzieciom, że bajki nie muszą pochodzić wyłącznie z książek. Można je przecież wymyślać, opowiadać po swojemu, zmieniać, dopowiadać, fantazjować.




Poznaj Basię!
Za całą serią stoją Zofia Stanecka i Marianna Oklejak, czyli duet, którego chyba nikomu, kto zna Basię, nie trzeba przedstawiać. I muszę przyznać, że ogromnie cenię tę konsekwencję, z jaką od lat tworzą świat tak bliski dzieciom, a jednocześnie tak przyjemny dla dorosłych.
„Basia i prezenty” oraz „Basia. Bajki na dobranoc” to dwie kolejne książki, które z wielką przyjemnością dokładam do naszej basiowej kolekcji.
Czytajcie Basię! Jeśli jeszcze jej nie znacie, najwyższy czas nadrobić zaległości. A jeśli znacie, to pewnie doskonale rozumiecie, dlaczego po tylu latach wciąż mam do niej taką słabość.



„Basia i prezenty” i „Basia. Bajki na dobranoc”, Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo HarperKids, 2026
Wiek: 3+


