„Basia. Wielka księga zmysłów”. Dlaczego warto ją czytać z dzieckiem?
Są takie książki, które zaskakują mnie już od pierwszych stron. Książki, po których spodziewam się jednego, a dostaję znacznie więcej. Tak właśnie było w przypadku książki „Basia. Wielka Księga Zmysłów”. I chyba właśnie dlatego jest to jedna z moich ulubionych części z serii Wielkich Ksiąg.
Bo choć tytuł sugeruje, że będzie to przede wszystkim książka o zmysłach, o wzroku, słuchu, smaku czy dotyku, to w rzeczywistości dostajemy znacznie szerszą, głębszą i bardziej poruszającą opowieść. To nie jest zbiór edukacyjnych ciekawostek o tym, jakie zmysły posiada człowiek i do czego one służą. To przede wszystkim książka o ludziach. O różnicach między nami. O tym, że każdy z nas doświadcza świata trochę inaczej.
I właśnie to zachwyciło mnie najbardziej.

Więcej niż książka o zmysłach
Czy ten sam dźwięk dla wszystkich jest tak samo głośny? Czy każdemu smakuje to samo? I czy wszyscy lubimy te same zapachy, faktury i kolory? Oczywiście, że nie. A jednak dzieci bardzo często potrzebują usłyszeć, że to całkowicie naturalne.
„Basia. Wielka Księga Zmysłów” pokazuje to w niezwykle mądry i ciepły sposób. Zmysły stają się tutaj punktem wyjścia do rozmowy o różnorodności. O tym, że nasze ciała mogą działać inaczej. Że możemy mieć różne wady wzroku czy słuchu. Że jedni odbierają bodźce bardzo intensywnie, a inni potrzebują ich więcej, by zwrócić na nie uwagę.
To także książka o emocjach. Bo przecież za każdym zmysłem kryją się uczucia, wspomnienia i indywidualne doświadczenia. To, co dla jednej osoby jest przyjemnym dotykiem, dla kogoś innego może okazać się trudne lub niekomfortowe. To, co jednemu dziecku wydaje się ciche, dla innego może być już zbyt głośne. A to, co ktoś uważa za przepyszne, u drugiej osoby może wywołać grymas niezadowolenia.
I właśnie ta perspektywa jest tutaj najcenniejsza.
Autorka nie ocenia. Nie mówi, kto ma rację. Pokazuje natomiast, że każdy ma prawo odbierać świat po swojemu.




Książka, która otwiera oczy i serca
Ogromnie podoba mi się sposób, w jaki temat został przedstawiony. Nie poprzez wykład czy definicje, ale przez krótkie historie z życia Basi i jej bliskich. Dzięki temu dzieci mogą zobaczyć, że nawet osoby mieszkające pod jednym dachem, funkcjonujące w tej samej rzeczywistości i przeżywające te same wydarzenia, mogą odbierać je zupełnie inaczej.
Ta książka zachęca do zatrzymania się i zadania sobie prostych pytań. Jak ja odbieram świat? Co lubię? Czego nie lubię? Co sprawia mi przyjemność? Co jest dla mnie trudne? A przede wszystkim – jak odbierają świat inni?
Mam poczucie, że „Basia. Wielka Księga Zmysłów” pięknie uwrażliwia dzieci na różnorodność. Uczy empatii, otwartości i szacunku wobec odmiennych doświadczeń. Pokazuje, że nie wszyscy musimy czuć, słyszeć, smakować czy widzieć tak samo.



Bardzo łatwo wyobrażam sobie tę książkę czytaną wspólnie w domu, ale równie dobrze widzę ją w przedszkolach i szkołach. Jako punkt wyjścia do ważnych rozmów, warsztatów, zajęć o emocjach, różnorodności czy relacjach między ludźmi. To jedna z tych pozycji, które zostają z dzieckiem na długo po zamknięciu ostatniej strony.
A przy tym wszystkim książka nie traci tego, za co dzieci tak bardzo kochają Basię. Jest tu charakterystyczny humor, dziecięca perspektywa, codzienne sytuacje i ogromna naturalność. Jest lekkość, ale jest też głębia. I oczywiście zabawa, ale też i przestrzeń do refleksji.



Bardzo cenię również to, że autorka zostawia miejsce na temat dziecięcej intuicji.
To książka pełna wrażliwości, mądrości i uważności na drugiego człowieka. Książka o zmysłach, ale tak naprawdę także o emocjach, bliskości, akceptacji i różnicach, które czynią nas wyjątkowymi.
Jestem nią szczerze zachwycona i mam poczucie, że to jedna z tych Wielkich Ksiąg, do których będziecie wracać wielokrotnie. Nie tylko po to, by dowiedzieć się czegoś o zmysłach, ale przede wszystkim po to, by lepiej zrozumieć siebie i innych.
„Basia. Wielka księga zmysłów”, Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo Harper Kids, 2026
Wiek: 4+


