„KLOPS. Koło Lokalnych Obrońców Polskich Smoków” – recenzja książki Anny Nowackiej
Ta książka w żadnym razie nie jest klopsem. To znaczy jest. KLOPS-em. I to takim, którego zjadłabym z dokładką. „KLOPS. Koło Lokalnych Obrońców Polskich Smoków” Anny Nowackiej, z ilustracjami Oli Bylicy, wydany przez Kropkę, to druga część przygód rozpoczętych w „SOS. Stowarzyszeniu Obrońców Smoków”. Po SOS-ie miałam trochę takie poczucie, że poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko. No i proszę. KLOPS wdrapał się jeszcze wyżej, pomachał mi z zamkowej wieży i ruszył dalej.
Bo na stanie w miejscu zwyczajnie nie ma tutaj czasu.

Na Wawelu zakwita trupikorzeń – magiczna roślina, która według legend pojawia się tam, gdzie ma zawitać śmierć. Jakby tego było mało, wraca pradziadek Roman. I zdecydowanie nie po to, żeby nadrobić rodzinne zaległości przy pierogach. Zresztą pierogi w tej historii częściej służą jako garmażeryjna amunicja niż obiad.
Pradziadek Roman i babcia Bogda mają swoje plany i, delikatnie mówiąc, nie wróżą one niczego dobrego. Trzeba działać. Do akcji ruszają Staszek, Helena, mama Staszka oraz cudownie charakterne babcie. Tym razem do młodej ekipy dołącza też Witek, przyjaciel Staszka.
I od tej chwili wydarzenia nabierają naprawdę smoczego tempa.
Są tajemnice, rodzinne sekrety, misja ratowania świata, walka z ciemnymi siłami i stworzenia, których wystarczyłoby na kilka osobnych książek. Pojawiają się smoki, kurzogmoty, gadające żaby i licho. Zwłaszcza to ostatnie uwielbiam, bo Anna Nowacka kapitalnie odwraca znane powiedzenia i pokazuje, że z tym lichem wcale nie musi być tak, jak nam przez lata wmawiano. Autorka zresztą doskonale wie, jak opowiadać o historycznych wydarzeniach, postaciach i legendach, aby młodzi czytelniczy chcieli jeszcze więcej.




Smoki, licho i Drachenwald Fest, czyli smoczy festiwal
A skoro są smoki, musi być też smoczy festiwal. I jaki to jest festiwal!
Można posłuchać wykładu o kredycie hipotecznym na zamek, wystartować w konkursie „Pieczenie rycerza na czas”, wybrać się na warsztaty „Jak zionąć i nie spalić przyjaciół”, a po wszystkim odpocząć w smoczym spa „Zmyj z siebie średniowiecze”.
I jak tu zachować powagę?
Humor jest zresztą jednym z największych skarbów KLOPS-a. Anna Nowacka bawi się słowami, powiedzeniami, legendami i współczesnym językiem, ale nie ma się przy tym wrażenia, że co drugie zdanie na siłę próbuje być dowcipne. Te żarty po prostu pasują do tego świata.
Bardzo dobrze wypadają też dialogi. Bohaterowie mają własne głosy, charaktery i temperamenty, więc nawet kiedy robi się ich dużo, nie miałam problemu z tym, kto jest kim i co właściwie robi w tej całej awanturze.
A wracając na chwilę do pierogów. Ta książka jest w pewnym sensie kulinarna. A może po prostu wyjątkowo dobrze działa na moje zmysły. Pachnie chałką, kiełbaskami i cynamonem. Las jest gęsty, jezioro zimne, a broń bywa garmażeryjna. Są pierogi desantowe, placki ziemniaczane z opóźnionym zapłonem i kusza mamy załadowana francuską bagietką.
Jak ja kocham taki absurd! Mniam!




Pod warstwą żartów jest znacznie więcej
Pod tą warstwą szaleństwa jest jednak coś więcej. „KLOPS. Koło Lokalnych Obrońców Polskich Smoków” to opowieść o odwadze, przyjaźni i lojalności. O tym, że czasem trzeba się bać i mimo wszystko działać. Że razem można wymyślić więcej niż w pojedynkę. Że rodzina potrafi być źródłem sekretów i trudnych emocji, ale również miejscem, w którym ktoś stanie obok, kiedy robi się naprawdę niewesoło.
Są tu momenty czułe. Są takie, które uwierają. I są takie, przy których można się zatrzymać na dłużej.
Dlatego KLOPS świetnie nadaje się również do wspólnego czytania i rozmów z dziećmi. Można pogadać o legendach i zastanowić się, co by było, gdybyśmy opowiedzieli je zupełnie inaczej. Można wymyślać własne magiczne stworzenia, projektować smocze festiwale albo tworzyć misje dla drużyn. A przy okazji porozmawiać o tym, czym właściwie jest odwaga. Czy odważny człowiek się nie boi? Czy może właśnie boi się bardzo, tylko mimo tego robi kolejny krok?






„KLOPS. Koło Lokalnych Obrońców Polskich Smoków” ma mnóstwo wątków, ale nie czułam się nimi przytłoczona. Jest tu sporo do wyłapania, sporo do przemyślenia, a jednocześnie przede wszystkim jest to po prostu piekielnie zabawna przygoda.
Taka, w której tajemnica goni zagadkę, za następnym zakrętem może czaić się kuroliszek, a licho, zamiast porywać i kusić, rozsmakowuje się w lewych skarpetkach. Ach, jeszcze może się okazać, że żaba, która gada to sfrustrowany, zaklęty arystokrata.
A najlepsze? Wygląda na to, że po SOS-ie i KLOPS-ie przyjdzie czas na BIGOS.
Aż boję się pytać, co będzie na deser.
Recenzja pierwszego tomu, „SOS. Stowarzyszenie Obrońców Smoków” – tutaj
„KLOPS. Koło Lokalnych Obrońców Polskich Smoków”, Anna Nowacka, Ola Bylica
Wydawnictwo Kropka, 2026
wiek: 7+


