5+,  6+,  7+,  8+,  O przyjaźni i relacjach

„Chłopiec i świat, czyli co było dalej…” – bajka, jakich nam brakuje

„Chłopiec i świat, czyli co było dalej” to książka w pewien sposób staromodna. I właśnie za to ogromnie ją cenię. Bo to jest po prostu bajka. Taka najprawdziwsza. A bajek nam brakuje, proszę Państwa!

Mam wrażenie, że coraz mniej jest książek, które po prostu zabierają dzieci w drogę. Odrywają od codzienności, otwierają drzwi do świata wyobraźni, są przygodą i odkryciem, a przy tym pozostają ciepłe, łagodne i otulające. Takie, które najchętniej czyta się wspólnie. Na głos. Wieczorem. Siedząc przy dziecięcym łóżku i nigdzie się nie spiesząc.

I właśnie taka jest książka Liliany Bardijewskiej, „Chłopiec i świat, czyli co było dalej…”, do których ilustracje zmalował Piotr Rychel.

Chłopiec bez imienia rusza w świat

Poznajemy chłopca, który właściwie nie wie, jak ma na imię. Towarzyszą mu szpak Notak i gruszka Klapsa. Cała trójka rusza w podróż, choć na początku właściwie nie wiadomo jeszcze, dokąd ta droga ich zaprowadzi i co podczas niej odnajdą.

A świat jest tutaj naprawdę szeroki.

Bohaterowie trafiają do wąwozu, przez sadzawkę docierają do sadu, odwiedzają zamek, płyną przez ocean, wędrują przez łąki i góry, przeprawiają się przez jeziora, przemierzają pustynie, a nawet trafiają do muzeum. I właściwie wszędzie ktoś na nich czeka. Księżniczka, książę, hipopotam, jednorożec, smok i cała gromada postaci mniej lub bardziej bajkowych. Każda ma swoją historię, swój kłopot, dylemat albo sprawę do rozwiązania.

Chłopiec pomaga napotkanym bohaterom, obserwuje ich, rozmawia z nimi, przez chwile wprowadza coś nowego do ich życia. W zamian otrzymuje od nich kolejne literki. „W” jak wdzięczność. „S” jak solidarność. „H” jak harmonia, „P” jak przyjaźń”. Jednak nie same literki są tu najważniejsze. Znacznie ważniejsze jest to, co zbiera po drodze oprócz nich.

A co na to świat?

Przyjaźń, odwaga, serdeczność, solidarność, życzliwość, dobroć, odpowiedzialność, nadzieja, mądrość, lojalność czy uczciwość. Brzmi poważnie? Trochę tak. Tylko że tutaj nikt nie tłumaczy nam definicji.

Te słowa przychodzą do chłopca wraz z przygodami. Pojawiają się w spotkaniach, pomaganiu, podejmowaniu decyzji, w tym wszystkim, czego doświadcza po drodze. Chłopiec odkrywa ich znaczenie, bo zaczyna je rozumieć i czuć.

Bardzo podoba mi się też powtarzające się na końcu kolejnych rozdziałów pytanie: „A co na to świat?”. Świat przygląda się wędrówce chłopca, uśmiecha się, kiwa z uznaniem głową, wie trochę więcej niż bohaterowie. Raz „uśmiechnął się serdecznie, bo wiedział, że komplementy same nie spadają z nieba”, innym razem „pokiwał z uznaniem głową, bo lepiej niż ktokolwiek wiedział, ile jest pod słońcem języków i jak trudno im ze sobą dogadać”. To piękny motyw, który spina całą opowieść i nadaje jej rytm prawdziwej, opowiadanej bajki.

A czy chłopiec na końcu odnajdzie swoje imię? Tak! Od razu Ci to zdradzę, bo ta historia wcale nie opiera się na wielkiej zagadce. Ważniejsze jest to, co wydarzy się po drodze.

Możemy przecież odkrywać świat wzdłuż i wszerz, zapuszczać się daleko i przeżywać niezwykłe przygody. Ważne, z kim w tę drogę ruszamy. I ważne, żeby mieć swoją bezpieczną przystań – rodzinę i dom, do którego można wrócić.

Liliana Bardijewska potrafi snuć właśnie takie opowieści: bajkowe, magiczne, ciepłe i dobre. „Chłopiec i świat, czyli co było dalej…” jest podzielony na rozdziały i aż prosi się o wieczorne czytanie. Jeden rozdział, jedna przygoda, jeden kawałek wspólnego czasu przed snem.

Bardzo cenię tę książkę właśnie za jej klasyczność. Za to, że jest tradycyjną bajką, w której można się zanurzyć, zatopić i przez chwilę pobyć w świecie życzliwości, serdeczności i dobra, które puszczone w świat odbija się echem i do nas wraca.

Myślę, że ta historia może pięknie pracować już z pięciolatkami. Zwłaszcza czytana razem. Powoli. Rozdział po rozdziale. Tak jak czyta się najlepsze bajki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *