O emocjach
-
„Szczęśliwy płaszcz Koziołka”
Czy bohaterowie zawsze noszą obcisłe kombinezony z powiewającą peleryną i maską na twarzy? Jasne, że nie! Wystarczy im płaszczyk ze szklanymi guzikami i kołnierzem w trawiastym odcieniu. A tak w ogóle, to nie o ubiór chodzi, a o dobre serce. Więc jeśli masz w sobie dobroć i serdeczność, to już jesteś bohaterem. Takim jak Koziołek z książki „Szczęśliwy płaszcz Koziołka”. To opowieść o empatii, chęci niesienia pomocy, przyjaźni i byciu przyzwoitym człowiekiem, tzn. koziołkiem. Koziołkiem, który dumny jest ze swojego pięknego płaszcza. Płaszcza, który leży na nim idealnie, i który wzbudza zachwyt przechodniów. No i fajnie. Czasem dobry ciuch dodaje punktów do pewności siebie, ale czy do szczęścia? Koziołek spotyka…
-
„Wielkie marzenie małego Krecika”
Czy mały krecik mógłby szybować po niebie jak ptak? Może mógłby przynajmniej pływać zgrabnie jak kaczka? A może skakać wysoko jak konik polny? Byłoby to trudne, ale kto wie, podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Tylko po co szukać tak daleko, gdy marzenia można spełniać na wyciągnięcie ręki? Pozostając przy tym sobą. Czasem trzeba tylko trafić na jakąś mądrą sowę, która powie – „Będziesz wielki, mój Kreciku, gdy uwierzysz w siebie. Musisz być po prostu sobą, oto jest rzecz cała!”. I wtedy wszystko staje się jasne. W czym więc Krecik ma wprawę? W kopaniu podziemnych tuneli, ma się rozumieć! Okaże się jednak, że o ile dla Krecika kopanie jest łatwe i…
-
„Albert w kosmosie”
Stało się. „Albert w kosmosie” zdeklasował w moim prywatnym rankingu „Dobranoc, Albercie Albertsonie”. Ach, co to jest za część! O bałaganie, podatkach i pomalowanych szminką ustach. O liście zadań, beztrosce i byciu dziecinnym. Jeszcze o kosmodianach, spryskiwaczu do kwiatów i babskich fatałaszkach. A wszystko zaczęło się od pewnej bardzo poważnej listy zadań. Na tej poważnej liście poważny tata spisuje zadania do zrobienia. Albert też chciałby być taki dorosły i jak tata stać w kolejkach, prowadzić trudne rozmowy i oddawać motor do mechanika. Zamiast tego jednak bawi się w klopsikową wojnę, wyprowadza wymyślonego psa na smyczy zrobionej z szalika i ciągle jest taaaki dziecinny. A co z listą zadań? Prawie gotowa,…
-
„Mapy moich emocji”
Zaraz po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tej książki miałam jedną myśl – „Jest grubo, a ktoś, kto stworzył tę książkę, musi być szalony”. Przecież bez ponadprzeciętnej fantazji ta książka by nie powstała. Przeszukałam Internet, aby dowiedzieć się czegoś o Bimbie Landmann, autorce „Map moich emocji”. I tak jak sądziłam, to niebywale utalentowana włoska ilustratorka i autorka książek dla dzieci (wydała ich ponad 40). Jej prace wystawiane były w National Gallery w Londynie i w Hitabashi Muzeum w Tokio. Odwiedziły wiele miast Stanów Zjednoczonych i Europy. A dzięki wydawnictwu Libra „Mapy moich emocji” cieszą oczy również polskich czytelników. A nad czym tak naprawdę się rozpływam? Nad niebywałym pomysłem, aby bohatera poprowadzić…
-
„Król i morze”
Ta książka to pstryczek w nos ludzkiego ego i poczucia, że to człowiek panuje nad światem. A jest to pstryczek czuły, który jednak ma moc sprowadzania na ziemię. Bo królom i królowym zdarza się czasem poszybować za wysoko. Wtedy wystarczy na chwilę zdjąć koronę i wskoczyć do morza. Wówczas wszystko wróci na swoje miejsce. Jeśli myślisz, że jesteś panem swojego psa (o kocie już nie wspominając), to tylko tak Ci się wydaje. Deszcz możesz zaklinać, ale bez skutku. Jedynie Twoja korona zardzewieje. Przed wiewiórką możesz choćby stanąć na głowie (nie zapomnij zdjąć korony), ale gdy zrobi dwa susy, to tyle ją będziesz widzieć. Z pszczołą lepiej w ogóle nie dyskutować,…
-
„Świat Frankie”
Jeśli spytasz mnie, jaką książkę polecam dzieciom (zwłaszcza dziewczynkom) w wieku 10 lat i więcej, to bez zastanowienia odpowiem, że „Świat Frankie”. Dlaczego? Bo to książka o przyjaźni, inności i nastoletnich rozterkach. Na dodatek to czytelny komiks, który aż skrzy się czarnym humorem, ironią i szczerością. Dlatego jest spora szansa, że młode czytelniczki poczują się jak bohaterki „Świata Frankie”. Zapomniałabym napisać, że tytułowa bohaterka jest w spektrum autyzmu. Jednak jej problemy (nie zna biologicznego ojca), codzienne sytuacje (nie lubi szkoły i ma upierdliwą siostrę), złośliwe koleżanki (ktoś prześladuje, ktoś popycha, ktoś wyśmiewa) i szczere przyjaźnie (najlepsza przyjaciółka Sam porusza się na wózku inwalidzkim), będą bliskie większości czytelniczek. Bo być może…
-
„Prawdziwi przyjaciele”
Ach, ile już książek o przyjaźni czytałyśmy z Basią. Jedne były pełne ciepła i wzruszeń, drugie niepokorne i zawadiackie. Były też o rozstaniach, zazdrości, zdradach. Jedna lepsza od drugiej. I cieszę się, że jest ich tak wiele, bo przyjaźń nie tylko się czuje, ale trzeba jej też się nauczyć i ją zrozumieć. Nawet bez słów. I właśnie o przyjaźni, która jest w gestach, uśmiechach i pełnym zrozumieniu jest książka „Prawdziwi przyjaciele”. Dennis niewiele się odzywa. Prawdę mówiąc, nie odzywa się wcale. Lubi za to odgrywać rozmaite scenki. Potrafi zamienić się w jajko, motyla lub drzewo. Szkoda tylko, że większość dzieci woli na drzewa się wspinać, niż razem z Dennisem zapuszczać…
-
„Anna na tropie tygrysa”
Czasami trzeba się zgubić (w lesie), aby na nowo się odnaleźć. Czasami warto też uwierzyć w baśnie, by zrozumieć rzeczywistość. A żeby dostrzec to, co niewidoczne dla oczu, dobrze jest najpierw to poczuć. Odszukać w sercu i być temu wiernym. „Anna na tropie tygrysa” tropi więc pewne lęki, pragnienia, wyobrażenia. A te właśnie ubrane są w postać rudego kota w paski, którego niektórzy się boją, inni na niego polują, a jeszcze inni się nim ekscytują. Gdy tata jest pragmatyczny, racjonalny i roztropny, to córka dla odmiany będzie bujać w obłokach, marzyć o wielkich przygodach i magicznych pierścieniach (fanka Tolkiena). Anna kocha książki, zwłaszcza te o fantastycznych stworzeniach, czarach i tajemnicach.…
-
„Gudu i Gwai”
Emocjonalna strona mnie ma gęsią skórkę z przejęcia i co chwilę wydaje z siebie ochy i achy. Ta racjonalna strona (to zaledwie jakieś 30% całej mnie ;)) szuka odpowiednich słów, temperuje ekscytacje i próbuje na „Gudu i Gwai” spojrzeć trzeźwym okiem. I co mi z tego wyszło? Otóż bez względu na to, czy myślę o tej książce sercem, czy rozumiem, wychodzi, że jest ona absolutnie ponadprzeciętna i w całym swoim surrealizmie niebywale bliska czytelnikowi. Gudu uważa, że rozmawianie z innymi to szalenie trudne wyzwanie. Jest smutny, bo myśli, że nie potrafi rozmawiać, że nikt go nie zrozumie. Sądzi, że jego uczuć i myśli nie da się ubrać w słowa. Jakie…
-
„Miny Alberta”
O emocjach w książkach dla dzieci Gunilla Bergström pisała już w latach 90-tych. I choć teraz, po 30 latach od pierwszego wydania „Min Alberta”, księgarnie przeżywają zatrzęsienie tytułami o emocjach, to perełek, jak ta szwedzka, nadal trzeba szukać z lupą. A dlaczego „Miny Alberta” to taka perełka? Bo mogą czerpać z tej książki już 2-3 latki. Bo emocjom towarzyszy tu również kontekst, jakieś zdarzenie czy sytuacja. Również dlatego, że każda emocja jest odzwierciedlona na twarzy Alberta. Jego miny są dość łatwe do odczytania, dzięki czemu dziecko może zgadywać, o jakie uczucie chodzi. „Miny Alberta” pozostawiają przestrzeń do zabaw (najlepiej przed lustrem), rozmów (tych poważnych i tych z wygłupami) i snucia…





























