9+
-
„Kraina za mostem”
Lubię sięgać po książki sprzed dobrych kilku dekad. Doszukiwać się smaczków charakterystycznych dla innych czasów, zdziwić się odmiennym podejściem do rożnych tematów. I właśnie „Kraina za mostem” dała mi taką możliwość. Bo to książka nieco zapomniana, a pięknie odkurzona przez Wydawnictwo Kropa. Jej autorką jest Mary Chase, wybitna dramatorpisarka, laureatka Nagrody Pulitzera. I samo nazwisko autorki już zwiastuje książkę ponadprzeciętną. Jest w tej książce magia, która zaczaruje Cię od pierwszych stron. Jest też nastrój baśniowy, nieco mroczny i pociągający. Bo kto nie wszedłby do szafy, gdyby okazało się, że skrywa w sobie świetlisty tunel? Collin się temu nie oparł i przedostał się do miejsca zaczarowanego, w którym mieszka pewna Hrabina,…
-
„Agentka”
Będąc na fali wczorajszego wpisu o „Zawodach” i feminatywach, pokażę Ci dziś kolejną książkę, która w przebojowy sposób łamie stereotypy. A robi to, wykorzystując do tego… mamy! Przed Tobą „Agentka”! Mamy tu więc mamę geolożkę wiertniczą, hydrauliczkę, kaskaderkę, kustoszkę, perkusistkę i oczywiście tytułową agentkę. Ale to nie wszystkie, jest jeszcze drugie tyle niestandardowych profesjonalistek. I każda z tych mam jest niezwykła. Nie chodzi tylko o to, czym zajmują się zawodowo, ale również o to, że są mami. A już samo to jest przecież supermocą 🙂 Mama hydrauliczka co niedzielę zabiera dzieci na spacer i rurki z kremem, mama złotniczka trenuje z dziećmi karate, a mama kustoszka odkrywa przed swoimi pociechami…
-
„Ja i świat”
Jeśli jesteś wzrokowcem (a podobno to aż 65% populacji), to książka „Ja i świat” zdobędzie Twoje serce (i oczy). Bo jest w niej więcej ilustracji, infografik i wykresów niż tekstu. I właśnie dzięki temu wiedza wchodzi do głowy szybciej i łatwiej. A musisz wiedzieć, że „Ja i świat” to pewnego rodzaju encyklopedia, choć w skondensowanej formie. Będzie więc strzałem w dziesiątkę dla każdego ciekawskiego dziecka. Czego więc dowiesz się z tej książki? Na przykład tego, jakie są najpopularniejsze imiona na świecie? (w Polsce to Zuzia i Antek). Dowiesz się też, jakie są modele rodzin oraz ile dzieci przypada na rodzinę w różnych krajach (może znajdziesz odpowiedź na pytanie – Gdzie…
-
„Mapy moich emocji”
Zaraz po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tej książki miałam jedną myśl – „Jest grubo, a ktoś, kto stworzył tę książkę, musi być szalony”. Przecież bez ponadprzeciętnej fantazji ta książka by nie powstała. Przeszukałam Internet, aby dowiedzieć się czegoś o Bimbie Landmann, autorce „Map moich emocji”. I tak jak sądziłam, to niebywale utalentowana włoska ilustratorka i autorka książek dla dzieci (wydała ich ponad 40). Jej prace wystawiane były w National Gallery w Londynie i w Hitabashi Muzeum w Tokio. Odwiedziły wiele miast Stanów Zjednoczonych i Europy. A dzięki wydawnictwu Libra „Mapy moich emocji” cieszą oczy również polskich czytelników. A nad czym tak naprawdę się rozpływam? Nad niebywałym pomysłem, aby bohatera poprowadzić…
-
„Rysogra” i „Memo Labirynty”
Dziś wpis nieszablonowy, bo o grach. Ale te też są nieszablonowe, więc wszystko jakby gra (choć „Rysogra” szablony ma). Trochę mi się ten wstęp poplątał, zamotał, ale też zrymował. I fajnie. Może to „Rysogra” i „Memo Labirynty” wyzwoliły we mnie tę kreatywność? 🙂 „Rysogra” z pewnością w tym pomaga. To jedna z najbardziej twórczych, szalonych i wesołych gier, w jakie miałyśmy z Basią okazję grać. Choć nie wiem, czy słowo „grać” najlepiej oddaje charakter „Rysogry”. Bo głównie chodzi tu o niekonwencjonalne malowanie, wyjście poza ramy i danie upustu fantazji. 66 kart (które sugerują co i jak namalować), 6 szablonów (jeśli potrzebne jest wsparcie) i 1 kostka (aby nadać grze dynamiki)…
-
„Król i morze”
Ta książka to pstryczek w nos ludzkiego ego i poczucia, że to człowiek panuje nad światem. A jest to pstryczek czuły, który jednak ma moc sprowadzania na ziemię. Bo królom i królowym zdarza się czasem poszybować za wysoko. Wtedy wystarczy na chwilę zdjąć koronę i wskoczyć do morza. Wówczas wszystko wróci na swoje miejsce. Jeśli myślisz, że jesteś panem swojego psa (o kocie już nie wspominając), to tylko tak Ci się wydaje. Deszcz możesz zaklinać, ale bez skutku. Jedynie Twoja korona zardzewieje. Przed wiewiórką możesz choćby stanąć na głowie (nie zapomnij zdjąć korony), ale gdy zrobi dwa susy, to tyle ją będziesz widzieć. Z pszczołą lepiej w ogóle nie dyskutować,…
-
„Tuba i Patefon”. „Detektywi na tropie” i „Detektywi na wakacjach”
Ale fajnie czytało mi się te książki! Zagadek detektywistycznych jest tu multum, trochę komediowych pomyłek, a garść mądrych spostrzeżeń i odpowiedni klimat robią dodatkową robotę. Książki z serii „Tuba i Patefon” to idealna propozycja na lato, bo przecież najwięcej tajemniczych sytuacji dzieje się w wakacje. Zarówno „Detektywi na tropie”, jak i „Detektywi na wakacjach” trzymają ten sam poziom. Znajdziesz tu więc błyskotliwe dialogi, inspiracje Sherlockiem Holmesem, zagadki, które wręcz czekają na odkrycie i całą paletę bohaterów, którzy są tak barwni, jak lato nad sopockim morzem. A najbardziej czarujący z nich to Tuba (Ala) i Patefon (Michał). Dwójka przyjaciół, których ciekawość i czujność zaprowadzą najpierw w ciemne, krakowskie zakamarki, a potem…
-
„Kulawa kaczka i ślepa kura”
Jak wiadomo, żartować z kulawej kaczki, a tym bardziej ze ślepej kury nie wypada. Ale gdy one same dowcipkują na swój temat, to już zupełnie co innego. Gdy wbijają sobie słowne szpileczki, gdy unoszą się honorem, by za chwilę nieść jedna drugą na barana, to ja po prostu biorę popcorn, zasiadam w fotelu (gdybym taki miała) i z ekscytacją czekam na więcej. „Kulawa kaczka i ślepa kura” zadbają o to, abym z wyimaginowanego fotela nie wstała za szybko. To w końcu książka drogi, relacja z podróży do miejsca, w którym spełniają się najskrytsze marzenia. A gdzie ono jest? „Nie mam pojęcia – mówi kura. – Ale jak tam dojdę, od…
-
„Na jagody”
Właśnie tak powinno się wydawać na nowo klasykę. Tekstu proszę nie zmieniać, te wszystkie „krobeczki”, „czernice”, „nożęta” i inne „adjutanty” pięknie szeleszczą i są soczyste jak dojrzałe jagody. A jeszcze jak do treści sprzed 120 lat doda się ilustracje Katarzyny Minasowicz i całość wyda w zachwycającej oprawie, to jest to już perełka, jagodowa perełka. Odkurzmy więc Konopnicką i chodźmy na jagody! Wiesz, że Maria Konopnicka jest literackim patronem 2022 roku? To świetna okazja, aby wrócić pamięcią do przygód Pimpusia Sadełko, sierotki Marysi (do „Naszej Szkapy” chyba nie chcę wracać – złe wspomnienia), czy Janka i Jagodowego Króla. I właśnie do baśni pełnej poetyckości, krasnoludków i jagód chcę Cię dziś zachęcić.…
-
„Zaklinacz tygrysów”
Napisać błyskotliwie o „Zaklinaczu tygrysów” to nie lada wyzwanie. Brakuje mi słów, a jak już sklecę jakieś zdanie, to na kilometr pachnie banałem. Wszystko dlatego, że ta książka to bez wątpienia dzieło sztuki. A jej autorem jest sam Roch Urbaniak, którego prace ogromnie cenię (mój salon zdobią trzy jego printy. Codziennie mnie czarują). Ale to, co zrobił w tej książce, to już magiczne wyżyny. Dobra, zakasam rękawy i opowiem Ci o tej książce, najlepiej jak umiem. Jest tu tygrys, Radża, choć nie od pierwszych stron będzie znać swoje imię. Wyobraź sobie, że spadł z nieba wprost do Najdalszej Krainy. Jest trochę zdezorientowany (i nadzwyczaj wielki), ale nie przeszkadza mu to…