Nasza mała Tula – ciepłe książki dla najmłodszych dzieci
Małe dziecko nie potrzebuje dalekich wypraw, żeby przeżyć coś ważnego. Może Cię zaskoczę, ale czasami wystarczy śniadanie, zabawa na podłodze, spacer, powrót do domu, na który absolutnie nie ma się ochoty i emocji nie zabraknie. Bo dla rocznego czy dwuletniego człowieka – to właściwie cały świat. I z takich małych, dobrze znanych doświadczeń Basia Szymanek zbudowała serię „Nasza mała Tula”, zilustrowaną przez Annę Simeone.
Na początek dostajemy dwa kartonowe tomy: „Nasza mała Tula. Poznajmy się” i „Nasza mała Tula. Zabawa w domu”. To książki rzeczywiście pomyślane dla najmłodszych, nawet dla rocznych dzieci. Chociaż wiadomo, że czytanie wygląda wtedy trochę inaczej. Dziecko trochę słucha, trochę ogląda, wskazuje paluszkiem, wraca trzy razy do tej samej strony, naśladuje dźwięki, a czasem sprawdza, czy książkę da się ugryźć. Dobrze więc, że jest kartonowa.



Tutaj właściwie nic wielkiego się nie dzieje
I bardzo dobrze. Tula budzi się, przytula z rodzicami, je, bawi się zabawkami, wychodzi na spacer, znowu je. Czasem pomaga mamie ugniatać ciasto, innym razem wybiera książki do czytania, a kiedy indziej bawi się sznurowadłami. Czyli samo życie. Bardzo lubię takie książki dla maluchów, które nie wymyślają dzieciom świata ciekawszego od tego, który mają przed nosem. Bo dla małego dziecka naprawdę fascynujące może być to, gdy za oknem szaleje burza lub gdy szafa z ubraniami zaprasza, aby powyjmować z niej mięciutkie swetry rodziców.
Te książki zachęcają di wspólnego czytania. Możesz czytać tekst, ale możesz też zatrzymać się na ilustracji, coś pokazać, poprosić o odnalezienie szczegółu, powtórzyć dźwięk, nazwać przedmiot, prześledzić coś paluszkiem. Jednego dnia przeczytacie pięć stron, innego utkniecie na jednej na dziesięć minut. I jedno, i drugie jest w porządku.
Przy okazji dzieje się naprawdę sporo: dziecko ćwiczy skupienie, spostrzegawczość, poznaje nowe słowa, uczy się nazywać to, co widzi. I tak po prostu jest razem z książką.



Książki, które otulają spokojem
„Nasza mała Tula” najbardziej przekonuje mnie spokojem. Ilustracje Anny Simeone są łagodne, ciepłe, nieprzeładowane. Tekst też nigdzie nie pędzi. Nie ma tu miliona bodźców ani przekonania, że dziecko trzeba wciąż czymś zaskakiwać.
Dlatego widzę te książki szczególnie wieczorem. Dziecko już trochę zmęczone, rodzic pewnie jeszcze bardziej. Siadacie, oglądacie, czytacie, pokazujecie. Może trzeba będzie piętnaście razy zrobić ten sam dźwięk. Trudno. Takie są uroki literatury dla bardzo wymagającej publiczności.







I jest jeszcze coś, co w książkach dla najmłodszych wydaje mi się ważniejsze niż cała ich edukacyjny aspekt. Głos rodzica. Bliskość. Ten moment, kiedy siedzi się razem i przez chwilę niczego więcej nie trzeba.
Bo pierwsze ulubione książki pamięta się chyba nie tylko przez to, co było na ich stronach. Pamięta się też, z kim się je oglądało. „Nasza mała Tula” bardzo dobrze nadaje się właśnie do takiego czytania – bez pośpiechu, bez planu i bez konieczności docierania za każdym razem do ostatniej strony.
Seria „Nasza mała Tuła”: „Poznajmy się!”, „Zabawa w domu”, Basia Szymanek, Anna Simeone
Wydawnictwo Wilga, 2026
Wiek: 1+


