3+,  4+,  5+,  6+,  7+,  Picturebook

„Czarny pies” i „Gaston” – piękne picturebooki o odwadze i byciu sobą

Mam ostatnio szczęście do picturebooków. A te dwa trafiły dokładnie tam, gdzie trzeba: w moją wrażliwość i moją estetykę. „Czarny pies” Leviego Pinfolda i „Gaston” Kelly DiPucchio z ilustracjami Christiana Robinsona są tak różne, że właściwie nie powinny do siebie pasować. A jednak pasują znakomicie.

Oba są o psach. Oba są przepiękne. I oba pod tym, co widać na pierwszym planie, przemycają coś znacznie ważniejszego: opowieść o odwadze. Tej, która pozwala podejść bliżej do tego, czego się boimy, i tej, która pozwala być sobą, nawet jeśli nie do końca pasujemy do obrazka.

Strach lubi rosnąć z daleka

„Czarny pies” jest dla mnie wizualnym majstersztykiem. Ilustracje Levi Pinfolda są trochę baśniowe, trochę oniryczne, pełne detali, a jednocześnie zaskakująco realistyczne. Kolorowe rozkładówki przeplatają się z niewielkimi obrazkami w kolorze sepii, co zaskakuje bardzo ciekawym efektem wizualnym.

Wchodzimy więc do starego domu państwa Nadziejaków i pewnego ranka razem z nimi odkrywamy za oknem… gigantycznego czarnego psa.

I zaczyna się panika. Mama upuszcza kubek z kawą, Ania szczoteczkę do zębów, kolejne osoby w rodzinie najchętniej schowałyby się przed gigantycznym zwierzakiem, który zagląda w okna domu. Tylko najmniejsza z Nadziejaków nie zamierza uciekać. Wychodzi z domu i spotyka się z psem.

I wtedy dzieje się coś, czego cała rodzina się nie spodziewała. Bo im bliżej dziewczynka jest psa, im lepiej go poznaje, tym mniejszy on się staje. Ona go po prostu zauważa, jest obok, zaprasza do zabawy, do przeciskania się przez coraz mniejsze i ciaśniejsze przestrzenie. Aż w końcu wielki pies przestaje być potworem i staje się towarzyszem.

Trudno o piękniejszy obraz dziecięcego (a nawet dorosłego) lęku. Strach lubi rosnąć, zwłaszcza z daleka. Z bliska często traci swoje rozmiary. Czasem trzeba go zauważyć, podejść bliżej, wyciągnąć rękę i spróbować oswoić.

Najlepiej pasować do siebie

„Gaston” wygląda zupełnie inaczej. Ilustracje Christiana Robinsona mają w sobie coś retro: są lekkie, a zarazem intensywne w barwy, niedoskonałe, trochę jak wycięte z papieru. Wydają się dziecinne, choć historię, którą obrazują można odczytywać całkiem serio.

Od pierwszych stron wiemy, że Gaston, mały buldożek, nie do końca pasuje do swojej pudlowej rodziny. Jest większy, głośniejszy, mniej dystyngowany. Ale jest kochany dokładnie taki, jaki jest.

Pewnego dnia na spacerze w parku pudle spotykają rodzinę buldogów. Wśród nich jest Antoinette, która wygląda podejrzanie pudlowo. Wszystko wskazuje na pomyłkę, więc mamy postanawiają zamienić szczeniaki. Teraz przecież wszystko powinno się zgadzać. Tylko że… się nie zgadza.

Bo rodzina to nie dopasowywanie elementów według wyglądu. Przynależność nie zawsze ma coś wspólnego z podobieństwem. Gaston i Antoinette wracają więc tam, gdzie czują się u siebie.

To piękny punkt wyjścia do rozmowy o byciu sobą, akceptacji, różnorodności, ale też adopcji i o tym, co właściwie sprawia, że możemy powiedzieć: „to jest moja rodzina”.

Na końcu Gaston i Antoinette uczą swoje szczenięta, że mogą zostać, kim tylko zechcą. I tak, naprawdę chcę, żeby dzieci w to wierzyły. Nie jako w obietnicę, że wszystko wydarzy się bez wysiłku. Raczej jako przekonanie, że wygląd, pochodzenie czy cudze wyobrażenia nie muszą pisać za nas naszej historii. Nie trzeba pasować do cudzych wyobrażeń. Najlepiej pasować do siebie.

I chyba właśnie dlatego te dwie książki tak dobrze ze sobą rozmawiają. Obie robią miejsce na odwagę: tę potrzebną, żeby podejść bliżej do tego, czego się boimy, i tę, która pozwala nam być sobą.

A przy tym są po prostu przepiękne. Każda zupełnie inaczej. Dla mnie? Dwa z najpiękniejszych picturebooków ostatnich miesięcy.

Inne piękne książki od wydawnictwa TAKO: „Teraz i na zawsze”, „Dookoła świata z przyjaciółmi”, „Praktyczny prezent dla Bożeny Bażant”, „Teatr po sąsiedzku”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *