„Skromny Placek” – książka o pewności siebie, skromności i dziecięcych temperamentach
Byłam kiedyś świadkiem rozmowy mam o ich dzieciach. „Jak dobrze, że on jest taki przebojowy, niczego się nie boi. Lepiej, że rwie się do wszystkiego, niż gdyby stał z tyłu”. I zgodne potakiwanie: tak, tak, zdecydowanie lepiej.
A ja pomyślałam: właściwie dlaczego?
Dlaczego uznajemy, że dziecko, które szybko się integruje, jest przebojowe i pierwsze wyrywa się do działania, ma cechy w jakiś sposób lepsze od tego, które potrzebuje czasu? Najpierw obserwuje. Wchodzi do grupy na własnych zasadach. Jest cichsze. Nie potrzebuje być w centrum uwagi.
Czy naprawdę musimy wartościować temperamenty naszych dzieci?

Czy pomyliliśmy skromność z brakiem pewności siebie?
Mam wrażenie, że trochę tak. Ciszę łatwo nazwać nieśmiałością, pozostawanie z boku – brakiem pewności siebie, a niewychodzenie przed szereg – czymś, nad czym trzeba pracować. Tylko że wcale nie musi tak być.
Można być skromnym i pewnym siebie. Można nie potrzebować światła reflektorów, a jednocześnie znać swoją wartość. Nie trzeba wyrywać się do odpowiedzi, żeby zabrać głos. Można być dumnym z tego, co się zrobiło, i wcale nie zadzierać nosa.
I właśnie o tym jest „Skromny Placek”, kolejna część uwielbianej przeze mnie serii „Smaczna Banda i emocje”.



Placek zwykle stoi gdzieś z boku. Nie robi zamieszania, pozwala błyszczeć innym, czasem nawet pozwala im przypisywać swoje zasługi. Jak sam mówi – idzie z wiatrem.
Jego przyjaciel, Jacek Bezowy, jest jego przeciwieństwem. Popularny, przebojowy, świetny w sporcie, z milionem zajęć. Kiedy Babka od fizy zadaje klasie projekt w parach, Jacek i Placek chcą pracować razem. Tyle że kolejne obowiązki Jacka sprawiają, że Placek zostaje z projektem właściwie sam. I w końcu coś w nim pęka.
Choć na samą myśl o rozmowie z przyjacielem oblewa go pot i boi się, że może tę przyjaźń stracić, mówi Jackowi wprost, co czuje. Bez lukru. A Jacek? Nie obraża się. Przyznaje mu rację, przeprasza i wraca do wspólnej pracy.
Można być skromnym i nie stać w cieniu
To właśnie ten moment najbardziej lubię w tej historii. Placek nie staje się nagle przebojowy. Nie zmienia swojego temperamentu. Nadal jest sobą. Ale zaczyna zajmować należne mu miejsce. Uczy się stawiać granice.
Kiedy projekt odnosi sukces, przyjmuje gratulacje. Podpisuje się pod swoją pracą i jest z siebie dumny. Bo skromność nie polega na umniejszaniu własnych zasług. A duma z siebie nie ma nic wspólnego z zadzieraniem nosa.






Do tego dochodzi kapitalny język. Jest Babka od fizy, Jacek i Placek, prawdziwy zakalec, wszystko może iść jak po maśle, a kiedy bohaterowie znów zaczynają działać razem, są „w formie jak mufiny w blasze”. Dzieci dostają świetną historię, a dorośli mnóstwo językowych smaczków.
„Skromny Placek” przypomina mi o czymś, o czym chciałabym pamiętać także jako rodzic: nie musimy ustawiać temperamentów na podium. Przebojowość nie jest lepsza od skromności. Potrzeba obserwowania nie jest gorsza od potrzeby działania. Możemy się od siebie uczyć właśnie dlatego, że jesteśmy różni.
Można być skromnym i być z siebie dumnym. Można być skromnym i zabierać głos.
I można być skromnym i wcale nie trzeba stać w cieniu.

Inne książki z serii „Smaczna banda i emocje”: „Wielki Ser”, „Fajny Cieciorek”, „Domowa Pyra”, „Niesforne Ziarenko i straszny wieczór”, „Wzorowe Jajo”.
„Skromny Placek”, Jory John, Pete Oswald
Wydawnictwo HarperKids, 2024
Wiek: 4+


