6+,  7+,  8+,  9+,  Komiks,  Serie,  Z humorem

„Kurze Wzgórze. Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom” – recenzja zwariowanego komiksu dla dzieci.

Wyobraź sobie najbardziej zwariowaną, absurdalną i komiczną przygodę, jaką można by opowiedzieć dzieciom. Niech bohaterami będą nie tylko ludzie, ale przede wszystkim gadające zwierzaki. Niech każde z nich ma inny temperament, zainteresowania i przywary. A do tego jeszcze… Dobra, sorry. I tak nie wyobrazisz sobie nawet połowy tego, co zmalowała i spisała Beccy Blake w komiksach „Kurze Wzgórze”. Chyba że czytałaś już pierwszą część serii – „Kaktus zombie atakuje”. Ale wiesz co? Drugi tom jest według mnie jeszcze lepszy! Tak, to naprawdę możliwe.

„Kurze Wzgórze” to już seria, a ja po dwóch tomach przebieram nogami w oczekiwaniu na trzecią część. Mam nadzieję, że Beccy Blake już pracuje nad kolejnymi przygodami tego nietuzinkowego trio. Na razie jednak cieszmy się tym, co mamy, i zajrzyjmy do najnowszej części, czyli „Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom”.

Ponownie trafiamy na Kurze Wzgórze – na pierwszy rzut oka miasteczka jakich wiele. Jest tu salon piękności, liceum, sklep rybny czy supermarket „Puchacz”. Ale jest też Wzgórze Kaloszy, nad którym podobno unosił się statek kosmiczny. Jest drzewo wiewiórek – ważny punkt pierwszej historii. Jest nawet łódź wikingów, która również odegra swoją rolę. A gdy dobrze się przyjrzeć, można zauważyć graffiti z napisem „Łapksy”. Wszelkie podobieństwo tego tajemniczego twórcy do pewnego równie tajemniczego i zdecydowanie bardziej znanego artysty o pseudonimie Banksy jest oczywiście zupełnie przypadkowe. Oczywiście.

Absurd goni absurd. I dobrze!

„Kurze Wzgórze” to trzy szalone i kompletnie nieprawdopodobne historie zamknięte w formie komiksu. Nie będę skupiać się na fabule każdej z nich, bo to naprawdę karkołomne zadanie. Mnogość wątków, słowne żarty, zaskakujące zwroty akcji, postaci jak ze snu wariata – spróbuj to wszystko streścić i jeszcze nie zepsuć nikomu zabawy. Zresztą nie streszczenie chcę tu napisać. Chcę natomiast napisać, jak bardzo cieszę się, że takie zwariowane książki dla dzieci w ogóle powstają.

Nie edukacyjne. Nie moralizujące. Nawet nie o emocjach. Za to takie, przy których jest po prostu mnóstwo zabawy. Jest czysta przyjemność z przebywania w historii, która wciąga swobodą, luzem i żartem. „Kurze Wzgórze” nawet nie próbuje być poważne ani udowadniać nam na każdym kroku, że właśnie przekazuje dzieciom coś niezwykle ważnego. Te książki po prostu bawią. I robią to naprawdę dobrze.

Ogromna w tym zasługa ilustracji. Są równie zwariowane jak same historie – pełne szczegółów, drobnych żartów i rzeczy dziejących się gdzieś na drugim czy trzecim planie. Warto przyglądać się kadrom uważnie, bo czasem właśnie tam czai się najlepszy dowcip. Mimika bohaterów, ich pozy, całe komiksowe zamieszanie sprawiają, że tekst i obraz nieustannie się uzupełniają.

Bardzo lubię też humor Beccy Blake. Nie jest nadęty, wymuszony ani przesadnie dziecięcy. Nikt tu nie stoi nad młodym czytelnikiem i nie sprawdza, czy aby na pewno zrozumiał żart. Absurd goni absurd, pojawiają się gry słowne, zabawne nazwy, nieoczekiwane skojarzenia i pomysły, przy których człowiek zastanawia się: skąd ona to w ogóle wzięła? A najlepsze jest to, że cały ten absurd ma własną logikę. W świecie Kurzego Wzgórza nawet najbardziej niedorzeczne wydarzenia po chwili zaczynają wydawać się zupełnie na miejscu.

„Kurze Wzgórze” zaskakuje.

I choć napisałam, że nie jest to książka edukacyjna czy moralizująca, nie znaczy to, że pod warstwą szaleństwa niczego więcej nie ma. Jest przygoda, jest współpraca, wzajemna pomoc i działanie razem, kiedy robi się naprawdę dziwnie (a dziwnie robi się tu regularnie). Bohaterowie mogą się różnić temperamentem, pomysłami i sposobem patrzenia na świat, ale kiedy trzeba, tworzą ekipę. Tyle że Beccy Blake nie zatrzymuje historii, żeby podkreślić to grubym flamastrem. I całe szczęście. Te rzeczy po prostu wynikają z przygody.

„Kurze Wzgórze. Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom” to komiks dla dzieci, które lubią, kiedy dużo się dzieje, wyobraźnia nie zna żadnych ograniczeń, a żarty pojawiają się tam, gdzie najmniej można się ich spodziewać. Ale też dla dorosłych, którzy mają ochotę poczytać razem z dzieckiem coś bez zadęcia. Coś szalonego, lekkiego i naprawdę zabawnego.

Obiecuję, jak raz zajrzysz na Kurze Wzgórze, będziesz chciał/a wracać tu cześciej! Beccy Blake stworzyła miejsce, w którym wszystko może się wydarzyć – i prawdopodobnie się wydarzy. A jeśli następny tom będzie jeszcze bardziej absurdalny? Jestem gotowa. Chociaż po zamarzniętych wiewiórkach trochę boję się zgadywać, co może być dalej.

Tom pierwszy: „Kaktus zombie atakuje”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *